W weekend przypadający na święto 4 lipca, pięciu przyjaciół z dzieciństwa /Adam Sandler, Kevin James, Chris Rock, David Spade i Rob Schneider/ spotyka się po 30 latach, aby wziąć udział w pogrzebie ukochanego trenera koszykówki. Wraz z rodzinami zatrzymują się w domku nad jeziorem należącym do zmarłego trenera. Przyjaciele na nowo przeżywają szkolne czasy, nabijają się z siebie i usiłują pokazać dzieciom, że można się bawić tak jak za dawnych czasów.
RECENZJA by
JASON
„Duże dzieci”, reżyseria Dennis Dugan, USA 2010, film o beztroskim powrocie do lat młodości piątki szkolnych kumpli.
Przyjaciele z dawnych lat (Adam Sandler, Chris Rock, Kevin James, Rob Schneider, David Spade ) po latach spotykają się na pogrzebie trenera koszykówki, pod którego wodzą w beztroskich latach dzieciństwa wygrali szkolny turniej koszykówki. Mężczyźni, w których już dawno uderzył kryzys wieku średniego chcą jak za dawnych lat powygłupiać się w swoim gronie. Spotkanie jest również okazją na pokazanie swoim pociechą, że świat nie kręci się tylko wokół komputera, Internetu i SMSów.
Film „Duże dzieci” jest przepełniony często żenującymi i prymitywnymi żartami. Nie brak również prostackich sytuacji jak lądowanie twarzą w krowich odchodach, wzajemne kopanie się w krocze, starsza pani, która non- stop „puszcza bąki”, czy matka karmiąca piersią swoje czteroletnie dziecko. Nawet na pogrzebie swojego podopiecznego bohaterowie nie potrafią zachować powagi. Poza plebejskimi żartami w filmie możemy spotkać się z dokuczliwymi ripostami, którymi piątka przyjaciół bombarduje się nawzajem. Najczęściej ofiarą dziecinnych żartów swych kumpli staje się Rob (Rob Schneider), którego kręcą starsze panie. Pojawiające się w filmie docinki wyglądają na bardzo naturalne, przez co widz może poczuć, że Lenny (Adam Sandler) i jego przyjaciele dawniej byli naprawdę bardzo zgraną paczką.
Początkowo wydawało się, że wątkiem przewodnim będą beztroskie powroty do dzieciństwa głównych bohaterów na podstawie wygranego przed laty turnieju w koszykówkę. Przez film przewijają się również wątki rozpieszczonych dzieci czy problemów małżeńskich. Jednak brak fabuły przyczynia się do tego, że w efekcie końcowym nic się nie zmienia. Żaden z głównych bohaterów nie przeżywa metamorfozy swojej osobowości. „Na lepsze” zmienili się tylko byli wrogowie i przeciwnicy z pamiętnego finału, którzy po wygranym meczu towarzyskim (Lenny specjalnie nie trafił do kosza) zaczęli być dla siebie mili i bardziej przyjaźni dla otoczenia. Każdy, nawet najmniejszy wątek od razu przemieniany był w żarcik. Widz nie miał żadnego emocjonalnego kontaktu z bohaterem, ponieważ po prostu go nie znał. Na stuminutowym seansie nie było współczucia, smutku czy czegokolwiek innego niż humor. Oglądający film nie mógł przybliżyć się do bohatera, ponieważ po prostu go nie znał.
Film jest idealny na wakacyjne popołudnia. Można się przy nim oderwać od naszej, szarej rzeczywistości. Nieustanne głupstwa pięciu popularnych komików są świetną metodą na pokonanie nudy. Niestety w filmie brak jakichkolwiek emocji, do czego przyczyniła się dość dziecinna i prostacka reżyseria.
Autor: Mateusz Górniak


